Rabarbar dostałam od Mamy. Czekał sobie i czekał, a ja wertowałam książki, gazety, blogi w poszukiwaniu przepisu idealnego. Miałam ochotę na tartę i wiedziałam, że musi być z pianą na wierzchu. Przepis znalazłam w Kuchni. Niestety podczas porządków tzn. wyrzucania gazet, zaczęłam wycinać fajne przepisy i ten został mi niekompletny, o czym dowiedziałam się jak już ciasto było w połowie przygotowania. Może ktoś będzie miał pomysł jaki powinny być oryginalny przepis? :).
Mimo utrudnień tarta wyszła pyyyyszna! Ciasto jest cudownie kruche, maślane a miękki lekko cierpki rabarbar wspaniale współgra z waniliową bezą. Cudownie…
Składniki na tartę o śr. 20 cm*:
- 2 jajka o temperaturze pokojowej
- 250 g mąki,
- 12 łyżek cukru,
- 15 dag masła o temperaturze pokojowej,
- 1 łyżka gęstej kwaśnej śmietany (płaska),
- 5 łodyg rabarbaru – ok. 50 dag,
- 1 cukier waniliowy – 16 g
Rabarbar obieramy i kroimy na 4 cm kawałki. Układamy w jednej warstwie i posypujemy 5 łyżkami cukru. Zostawiamy na kilka godzin.
Żółtka oddzielamy od białek. Mąkę, 3 łyżki cukru i masło siekamy nożem, dodajemy żółtka, śmietanę, szybko zagniatamy gładkie ciasto. Ciasto zawijamy w folię i wkładamy na co najmniej 1 godzinę do lodówki.
Okrągłą tortownicę lub formę na tartę wykładamy papierem do pieczenia. 2/3 ciasta wyklapiamy dno i boki (tu przepis się urywa częściowo i nie wiem co potem robi się z tym ciastem :D, może robi się kratkę?). Ciasto nakłuwamy, wkładamy na 15-20 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Na upieczonym cieście układamy odcedzone z soku kawałki rabarbaru i ponownie wkładamy na 15-20 minut do lodówki. W tym czasie z białek, 4 łyżek cukru i cukru waniliowego ubijamy bardzo sztywną pianę, tak aby można ją było kroić nożem. Pianę wykładamy łyżką na upieczonym cieście, wstawiamy do piekarnika na 15-20 minut. Gdy białko zbrązowieje, wyłączamy piekarnik i pozostawiamy w nim ciasto na ok. 20 minut (piekarnik ma być zamknięty). W foremce zostawiamy ciasto do całkowitego ostygnięcia. Ciasto podobno jest najlepsze parę godzin po upieczeniu.
*według mnie proporcja ciasta powinna być mniejsza o 1/3, choć jeśli byłoby mniej piany to też by było źle :), ja swoje ciasto zamroziłam i na pewno kiedyś wykorzystam :).
Ten torcik można by nazwać torcikiem z rosą 🙂 co widać na zdjęciu powyżej.
Przepis dodaję do akcji: