Pieczony sernik truskawkowy

Doznałam sernikowego olśnienia! Powiem Wam, że tak naprawdę to rzadko bywam w pełni zadowolona z pieczonego sernika. Zawsze, ale to zawsze piekę go dłużej niż jest to zalecane w przepisie. Boję się, że to co wyjmę z piekarnika będzie raczej płynne niż stałe dlatego dodaję te minuty i dodaję i dodaję. Aż prawie robi się z tego drugie tyle czasu co w przepisie. Pomyślałam – nie tym razem i przepisowo po 50 minutach wyłączyłam piekarnik, sprawdzając tylko czy wierzch jest ścięty. Skąd u mnie taka zmiana? Natchnęła mnie Nigella. Ostatnio w którymś programie powiedziała pamiętne słowa o „wewnętrznym dygocie sernika”. Te słowa podziałały na moją wyobraźnię, skutecznie! A sernikowi wyszło to na dobre :). Był tak kremowy, delikatny i do tego cudownie truskawkowy! Polecam!

sernik trus

Spód:

  • 100 g mąki krupczatki,
  • 1 jajko,
  • 50 g cukru,
  • 40 g miękkiego masła,
  • 16 g cukru waniliowego,
  • 2 łyżeczki kakao

Warstwa serowa:

  • 500 g sera białego półtłustego zmielonego 3-krotnie,
  • 170 g cukru (można dać mniej),
  • 2 jajka,
  • op. budyniu waniliowego bez cukru,
  • 200 g śmietany kremówki,
  • 250 g truskawek

Wierzch:

  • 500 g truskawek,
  • galaretka truskawkowa

Przygotuj spód: miękkie masło utrzyj z cukrem, dodaj jajko, kakao i cukier waniliowy. Wszystko dobrze wymieszaj, dodaj przesianą mąkę. Uformuj z ciasta kulę, zawiń w folię spożywczą i włóż na pół godziny do lodówki.

Ser utrzyj z cukrem, cukrem waniliowym i żółtkami. Truskawki zmiksuj na mus, dodaj do sera, wymieszaj, dodaj ubitą kremówkę i pianę z białek oraz proszek budyniowy.

Tortownicę o średnicy 21 cm wyłóż pergaminem. Dno wylep ciastem. Na spód wyłóż masę serową. Wstaw do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i piecz 45-55 minut. Studź, w lekko otwartym piekarniku ok. 1 h, wyjmij, całkowicie ostudź.

Przygotuj galaretkę rozpuszczając ją w szklance wrzącej wody. Na wierzchu sernika ułóż pozostałe truskawki, większe pokrój na pół, zalej tężejącą galaretką. Wstaw do lodówki do całkowitego stężenia. Smacznego!

sernik trusk2

Anielskie ciasto z żurawiną czyli co jeszcze zrobić z białek

Ostatnio wcale się nie martwię gdy zostają mi po wypiekach białka. Nic a nic. Umieszczam je w pudełeczku, na wieczku szyfrem zapisuję ich ilość i czekają sobie spokojnie w zamrażalniku. Czekają a ja w tym czasie szukam fajnego przepisu na ich wykorzystanie np. keks albo pyszna babka z czekoladą. Ale dziś coś innego. Przepis wygrzebałam na stronie Know Whey i zmodyfikowałam do własnych potrzeb. Ciasto miało bardzo ciekawą strukturę, trochę jak gąbka trochę jak wata. Przyjemnie pachniało, a kwaśna żurawina fajnie przełamywała słodkie, białe ciasto. Przypomina mi ciasto żonkil, choć jest chyba łatwiejsze do zrobienia. Polecam! 

Zaglądasz do mnie? Zachęcam Cię do polubienia fanpage’a Niebieskiej Pistacji 🙂

Widzieliście fanpage Nowy Durszlak? Myślicie, że coś z tego będzie?

 anielskie ciasto

  • 8 białek z dużych jaj,
  • 1/5 łyżeczki soli,
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego,
  • 1 łyżeczka cream of tartar*,
  • odrobina aromatu migdałowego,
  • 1 szklanka cukru,
  • 2/3 szklanki mąki,
  • 2/3 szklanki posiekanej żurawiny

Zmiksuj białko, sól, ekstrakt, aromat i cream of tartar aż całość będzie dobrze spieniona. Powoli wsypuj 1/2 szklanki cukru, cały czas miksując aż masa będzie bardzo sztywna i cukier się rozpuści. W osobnej misce wymieszaj mąkę z resztą cukru i żurawiną. Dodaj do białek i delikatnie wymieszaj. Całość przełóż do formy na babkę (wysmarowanej tłuszczem i ew. wysypanej kaszą manną, mąką lub bułką tartą) i włóż do nagrzanego do 170 stopni piekarnika. Piecz ok. 40 minut. Po upieczeniu ostaw do ostygnięcia, wtedy łatwiej będzie babkę wyjąć z formy.

*przy Żonkilu zastąpiłam go sokiem z cytryny zwiększając ilość soku 3-krotnie w stos. do cream – tutaj jednak użyłam cream of tartar

anielskie ciasto2

Cebularze lubelskie

Wstęp miał być zupełnie inny, jednak wczoraj zasmuciła mnie wieść o naszym durszlaku. Smutno mi się zrobiło, że to fajne miejsce gdzie skupiali się kulinarni blogowicze znikęło. Nie wiem jak Was teraz wszystkich odnajdę, jak dotrę do Waszych blogów, tym bardziej, że nie zapisywałam sobie adresów, wiedząc, że na durszlaku wszystko znajdę. Cóź, mam nadzieję, że się odnajdziemy :).

A dziś, kolejna propozycja z moich stron. Cebularzy w życiu się objadłam i na pewno to jedna z moich ulubionych form pieczywa. Mam w Zamościu swoją ulubioną piekarnię, z której zawsze kupuję cebularze. Przedstawiam moją wersję przepisu, który jest modyfikacją przepisu Polki.

cebularz

  • 10 g drożdży suszonych,
  • 1 łyżka cukru,
  • 550 g mąki,
  • 125 ml mleka,
  • 125 ml wody,
  • 1 jajko,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 3 łyżki masła,
  • 60 dag cebuli,
  • 3 łyżki maku
  • sól, pieprz do przyprawienia cebuli

Drożdże mieszamy z mąką, cukrem, dodajemy ciepłe mleko ciepłą wodę, jajko, roztopione masło, sól. Wszystko razem wyrabiamy aż otrzymamy gładkie, elastyczne ciasto. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do podwojenia objętości w cieple.

Cebulę siekamy, niezbyt drobno. Podsmażamy na oleju, aż będzie szklista i miękka. Do ciepłej dodajemy mak, sól i pieprz do smaku.

Ciasto dzielimy na 6-7 części*. Rozwałkowujemy, brzegi placków smarujemy roztrzepanym jajkiem. Nakładamy cebulę. Odstawiamy na chwilę do wyrośnięcia. Wkładamy do nagrzanego do 190 stopni piekarnika i pieczemy aż cebularze się zrumienią.

*ciasto oczywiście możecie podzielić na więcej części, u Polki np. wyszło ich 12, ja jednak lubię cebularze duże i w miarę grube 😉 takie są najlepsze!

Smacznego!

Pieróg biłgorajski po mojemu

Tak jak zapowiedziałam dziś coś regionalnego. Ponieważ pochodzę z Zamojszczyzny (choć już od paru lat nie mieszkam) będę lokalną patriotką i na łamach blogu na pewno zaprezentuję kilka charaktetystycznych dla tego rejonu potraw. Zacznijmy od pieroga. W moim domu nigdy się go nie robiło, Tato kilka razy wspominał, że to był jego smak dzieciństwa ale nas jednak jakoś nie ciągnęło do odtworzenia słynnego pieroga. Dopiero parę lat temu upiekłam swojego pierwszego „biłgorajskiego”. Nie byłam nim jednak zachwycona. Kolejna próba nastąpiła teraz i muszę szczerze powiedzieć, że wyszło pysznie! Inspirację czerpałam z przepisu od gospodyń z pewnej zamojskiej wsi, jednak sporo go zmieniłam. Wszystkim bardzo smakował i żałuję, że zrobiłam go tak mało, bo jest dobry na zimno i na gorąco, szczególnie z dodatkiem jogurtu naturalnego.

Polecam!

pieróg biłgorajski

Porcja na keksówkę 25x11cm:

  • 1,20 kg ziemniaków,
  • 20 dag kaszy gryczanej,
  • 12 dag sera białego (dałam półtłusty),
  • 100 g masła,
  • 0,4 szklanki śmietany 18%,
  • 1 łyżeczka rozmarynu,
  • sól, pieprz

Ziemniaki ugotować w osolonej wodzie, gorące przepuścić przez maszynkę, dodać kaszę, rozpuszczone masło i resztę składników. Dobrze wymieszać. Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia. Do formy włożyć masę, wyrównać, posmarować roztrzepanym jajkiem, posypać szczyptą rozmarynu. Piec w temp. 190 stopni 1,5-2 godzin. Smacznego!

*Pieróg wychodzi dosyć „luźny”, co dla mnie akurat było plusem, po wystygnięciu był bardziej zwarty, jeśli ktoś jednak chce od razu mieć zwarte ciasto proponuję dodać więcej kaszy.

pieróg biłgorajski

Smacznego!

Tartaletki z rabarbarem

Ostatni planowany wypiek z rabarbarem w tym sezonie, pora brać się za truskawki :)! Tartaletki w oryginale wcale nimi nie były, ale ponieważ sprawiłam sobie na Dzień Dziecka mały prezent – foremki na tartaletki, musiałam ich użyć :). I myślę, że takie są jeszcze fajniejsze.

Przepis pochodzi z książki „Domowe Wypieki”, którą mam już od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz coś z niej piekę. Wracając do tartaletek, wyszły bardzo kruche, słodko-kwaśne. Bardzo mi się ten kontrast podoba, słodkie kruche ciasto, delikatna bita śmietana oraz cierpki, miękki rabarbar pokryty galaretką. Pyszności, najlepsze dopiero co wyjęte z lodówki!

tartaletki rabarbarowe

Porcja na ok. 14 sztuk tartaletek o śr. 9 cm:

  • 15 dag mąki (dałam trochę więcej),
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
  • 22 dag cukru, (można dać mniej do ciasta),
  • 2 op. cukru waniliowego,
  • 1 jajko,
  • 7,5 dag masła,
  • 75 dag rabarbaru (dałam ok. 60 dag i jeszcze mi zostało),
  • 2 czubate łyżki galaretki w proszku,
  • 250 ml śmietany kremówki

Mąkę przesiej na stolnicę, wymieszaj z proszkiem do pieczenia, zrób w środku wgłębienie. Wsyp 7,5 dag cukru, 1 op. cukru waniliowego i 1 jajko. Wymieszaj składniki z mąką, dodaj masło pokrojone w kostkę. Zagnieć ciasto. Włóż je do lodówki na min. 1/2 godziny. Następnie rozwałkuj ciasto na stolnicy posypanej mąką, wyłóż ciastem foremki. Ciasto nakłuj widelcem w kilku miejscach. Piecz w temp. 180-200 stopni ok. 10-15 minut aż nabiorą ładnego koloru.

Nadzienie z rabarbaru: rabarbar umyj, osusz (nie obieraj), pokrój na kawałki o dł. 2 cm. Włóż do garnka, posyp resztą cukru. Gdy rabarbar puści trochę soku, podgrzej go do zagotowania i trzymaj na niewielkim ogniu aż zmięknie (ale się nie rozgotuje). Zostaw do wystygnięcia, odcedź, zachowując 250 ml soku (jeśli tyle nie ma – uzupełnij wodą). W gorącym soku rozpuść 2 łyżki galaretki w proszku. Kawałki rabarbaru ułóż na środku ciastek i pokryj tężejącą galaretką (musi być w miarę gęsta bo inaczej wsiąknie w ciastko).

Śmietankę ubij na gęsty krem, pod koniec ubijania dodaj cukier waniliowy. Udekoruj brzegi ciastek szprycą cukierniczą. Smacznego!

tartaletki rabarbarowe2