Razowe bułeczki

Nie mam jeszcze odwagi na pieczenie chleba. Bułeczki wydają mi się łatwiejsze do zrobienia. W Pracowni Wypieków u Liski wypatrzyłam sobie przepis na razowe bułeczki – bo jeśli już jeść pieczywo to koniecznie razowe. Wyszły wspaniałe! Nie spodziewałam się, że będą aż tak dobre, tak miękkie i tak smakowicie pachnieć! 

Nie obyło się oczywiście bez wpadki. Do bułeczek potrzebujemy gotowanych płatków owsianych, ugotowałam więc 100 g i podzieliłam na dwie porcje – jedną odmierzyłam do bułeczek drugą chciałam dać pieskowi mojemu (porcja była spora!). Niestety podczas mieszania składników (powiem Wam, że KA sprawuje się świetnie w zagniataniu!) pomyliłam miseczki i do ciasta walnęłam za dużo płatków, a potem się dziwiłam czemu to ciasto tak się klei :D. Dobrze, że dałam mało mleka i dosypałam trochę mąki ;). A w następnym wpisie zdradzę Wam do czego były mi potrzebne bułeczki :).

bułeczki razowe

Porcja na 8-12 sztuk:

  • 2 łyżeczki drożdży instant (ok. 1 op.),
  • 300 ml wody,
  • 200 g ugotowanych płatków owsianych (mi z ugotowania ok. 100 g suchych płatków ekspresowych wyszło ok. 350 g ugotowanych),
  • 200 g mąki pszennej razowej,
  • 300 g mąki pszennej białej (najlepiej luksusowej),
  • 2 łyżeczki soli,
  • 2 łyżki oliwy lub oleju,
  • 1 łyżeczka cukru

Drożdże wsypujemy do wody, mieszamy, odstawiamy na 5 minut, dodajemy resztą składników.  Wyrabiamy gładkie ciasto, może być lekko klejące. Odstawiamy na 40-60 minut w ciepłe miejsce. Dzielimy ciasto na 8-12 części, formujemy bułeczki (dla ułatwienia pracy możemy natłuszczać ręce oliwą). Układamy bułeczki na formie wyłożonej papierem do pieczenia, posypujemy wierzch płatkami lub mąką. Odstawiamy na 40 minut do wyrośnięcia. Wstawiamy do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na około 20 minut.

Migdałowiec

Po ostatnich zdarzeniach, kiedy musiałam gościom podać pływający „sernik”, podjęłam decyzję – nigdy więcej nie zrobię czegoś nowego kiedy będę się spodziewać gości. Postanowienia nie dotrzymałam 😉 choć byłam blisko, ponieważ Migdałowca jadłam u przyjaciółki. Tego ciasta po prostu chyba nie da się zepsuć. Bo co może pójść nie tak przy przekładaniu masą krakersów? Pewnie niektórzy by mi powiedzieli tak jak mój Mąż, że wszystko może pójść nie tak, na szczęście się udało. To ciasto ma w sobie coś przyciągającego, po jednym kawałku ma się ochotę na więcej i więcej. Słone krakersy w połączeniu z niesamowicie słodkim mlekiem skondensowanym, kremowym budyniem oraz chrupiącymi migdałowymi płatkami oraz delikatną bitą śmietaną tworzą coś przepysznego! Polecam, przepis na inspirowany przepisem z książki „100 nowych ciast – przepisy siostry Anastazji” jednak zmieniłam krem na ten

migdałowiec

Forma 33×22 cm:

  • 2 duże paczki krakersów,
  • 2 małe puszki kajmaku,

Krem budyniowy:

  • 3 szklanki mleka,
  • 3/4 szklanki cukru,
  • 1/2 kostki masła,
  • 1 cukier waniliowy – 16 g,
  • 4 łyżki mąki pszennej, z lekką ‚górką’,
  • 5 łyżek mąki ziemniaczanej (z lekką ‚górką’),
  • 4 jajka

Krem śmietankowy:

  • 500 ml kremówki 30%,
  • 10 dag płatków migdałowych,
  • 3 łyżeczki żelatyny
  • 2 łyżki cukru pudru

Krem budyniowy: Zagotować 2 szklanki mleka z cukrami i masłem. Pozostałą szklankę zmiksować z jajkami i mąką, po czym wlać do gorącego mleka. Gotować 1 – 2 minuty, energicznie mieszając, by się nie porobiły grudki.

Na suchej patelni lekko przyrumieniamy płatki migdałowe.

Formę wykładamy papierem do pieczenia, na spodzie układamy warstwę krakersów (żeby krakersy się nie przesuwały można papier posmarować masłem). Na krakersy wykładamy letni budyń, przykrywamy drugą warstwą krakersów, smarujemy kajmakiem, przykrywamy kolejną warstwą krakersów, studzimy. Wstawiamy do lodówki.

Żelatynę rozpuszczamy w 1/3 szklanki gorącej wody. Studzimy. Śmietankę ubijamy na sztywno dodając pod koniec cukier puder, miksujemy. Do żelatyny dodajemy 2-3 łyżki śmietanki, mieszamy. Śmietankę ubijamy wlewając powoli żelatynę. Śmietankę wykładamy na ciasto, wyrównujemy, posypujemy płatkami migdałowymi. Wstawiamy do lodówki na kilka godzin. Ciasto jest najlepsze na drugi dzień, kiedy krakersy zmiękną.

migdalowiec2

Tortille pszenne – porównanie dwóch przepisów

Zawsze kupowałam tortille. Nigdy nie robiłam, bo wydawało mi się, że ich zrobienie jest niewykonalne! Nic bardziej mylnego. Są bajecznie proste w przygotowaniu, choć przyznam, że do wałkowania zatrudniłam faceta. W weekend miałam okazję wypróbować dwa przepisy.

Przepis pierwszy pochodzi z książki „Przewodnik kulinarny. Meksyk” – ja znalazłam go na tym blogu.

Przepis drugi natomiast znalazłam u Komarki.

Zalety i wady przepisów:

Ciasto z pierwszego przepisu robi się ekspresowo, w dosłownie kilka minut macie gotowe tortille, wystarczy mąką, woda i sól. Wychodzą jak dla mnie nieco za grube, choć smaczne i łatwo się w nie zawija nadzienie.

Ciasto z drugiego przepisu wymaga więcej zachodu i składników. Na przygotowanie trzeba poświęcić ok. 1,5 godziny ponieważ wymaga godzinnego leżakowania. Za to można je idealnie rozwałkować na super cienkie placuszki, fajnie się z nim pracuje i jest po prostu dobre.

tortilla1

I

  • Porcja na 6 dużych tortilli:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki wody
  • 1 łyżeczka soli

Wszystkie składniki wymieszać i wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Podzielić na około 6 części i rozwałkować na cienkie placki, o średnicy około 25-28 centymetrów. Smażyć na suchej, dobrze rozgrzanej patelni, po około 45-60 sekund z każdej strony, aż na powierzchni pojawią się brązowe plamki. 

tortilla2

II

Porcja na 6 dużych tortilli:

  • 1 szklanka mleka,
  • 1/2 łyżeczki soli,
  • 2,5 dag masła,
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
  • około 25 dag mąki (tyle ile zabierze ciasto)

Mleko podgrzewamy z masłem, aż masło się rozpuści. Do ciepłego mleka z masłem dodajemy sól i proszek do pieczenia. Dodajemy stopniowo mąkę mieszając aż powstanie dosyć gęste ciasto. Dokładnie wyrabiamy – ciasto powinno być gładkie i elastyczne i nie kleić się do rąk. Formujemy kulę i zostawiamy na około 30 min. przykrytą ściereczką. Kulę dzielimy na 6 równych części i formujemy z nich kulki. Znowu zostawiamy na co najmniej 30 min. Każdą kulkę wałkujemy cienko i smażymy na mocno rozgrzanej suchej patelni ok. 20 sekund z każdej strony.

*ja zrobiłam trochę inaczej, sypkie składniki wysypałam na stolnicę i powoli dolewałam ciepłe mleko z masłem, zagniatając. Nie zużyłam całego mleka.

Zapomniałam wspomnieć o równie ważnym aspekcie:

Przechowywanie: gotowe tortille można zamrozić, najlepiej oddzielać je od siebie kawałkami papieru np. śniadaniowego, można je także włożyć do woreczka lub próżniowego pudełka i wstawić do lodówki.

Smacznego!

Kotleciki drobiowe z selerem – czyli przemycamy warzywa

Bardzo lubię takie przepisy z zakamuflowaną porcją warzyw. Szczególnie tych, których raczej nie jadam solo. Takie kotleciki dzięki selerowi są soczyste, mają ciekawy smak i są po prostu pyszne. Na pewno są też ciekawą alternatywą dla wszelkich hamburgerów, mielonych etc. Przepis znaleziony w Poradniku Domowym z czerwca lub lipca tego roku.

kotlety drobiowe z selerem

  • 25 dag mielonego mięsa z kurczaka lub indyka,
  • nieduży seler korzeniowy,
  • jajko,
  • 2 łyżki bułki tartej,
  • sok z 1/2 cytryny,
  • natka pietruszki,
  • sól,
  • pieprz

Seler obrać, zetrzeć na tarce o grubych oczkach, skropić sokiem z cytryny, dodać do miski z mięsem, wymieszać. Wbić jajko, wsypać natkę i bułkę tartą, starannie wymieszać i doprawić masę do smaku solą i pieprzem. Formować z niej nieduże kotleciki i smażyć z obu stron na rumiano na rozgrzanym na patelni oleju. Smacznego!

Tiramisu

Zapowiadane przy okazji Ladyfingers. Chyba jeden z bardziej znanych deserów, prosty i szybki. Choć trzeba przyznać, że niezbyt tani. Ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić na taką rozpustę :), szczególnie jeśli pogoda nas nie rozpieszcza – tak jak dziś. Sugerowałam się przepisem Nigelli mocno go jednak zmodyfikowałam. Przede wszystkim jajka zastąpiłam śmietaną kremówką. Zmieniłam też nieco proporcje. Tiramisu wyszło bardzo mokre, kremowe, delikatne. Polecam!

 tiramisu

350ml mocnej kawy espresso – wystudzonej (wyszło mi za dużo, na przyszłość zrobiłabym ok. 250 ml),

100 ml likieru amaretto,

400 g biszkoptów Ladyfingers,

200 g śmietany 36%,

80 g cukru pudru,

500 g mascarpone,

2 1/2 łyżeczki kakao

Na dno formy (moja miała 16×28 cm) kładziemy warstwę biszkoptów namoczonych w kawie wymieszanej z 80 ml amaretto. 

Śmietanę ubijamy z cukrem pudrem, dodajemy resztę likieru oraz mascarpone. Delikatnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.

Na warstwę biszkoptów wykładamy połowę masy. Na to druga warstwa biszkoptów również namoczonych w kawie. Wykładamy resztę masy. Całość chłodzimy przez kilka godzin w lodówce. Przed podaniem posypujemy kakao. Smacznego!

tiramisu2